Utworzony

Sto czterdziesty dziewiąty

Myśli w czasach zarazy (4)

I oto mamy dwie hipotezy. Pierwszą, że koronawirus (SARS-CoV-2) został wyhodowany celowo przez człowieka w laboratorium naukowym i drugą o jego pochodzeniu naturalnym. Zwolennicy pierwszej hipotezy sugerują, że wirus albo mógł się wymknąć spod kontroli naukowców (tu wymienia się ośrodek naukowy w chińskim Wuhan), albo też celowo i metodycznie (według bardziej radykalnych) jest rozpowszechniany, aby wywołać niespotykaną w dziejach ludzkości katastrofę globalną. Zwolennicy pochodzenia naturalnego SARS-CoV-2 (jako kolejnej mutacji koronawirusa) podają, że natura co jakiś czas odzywa się potężną i śmiercionośną epidemią (np. dżumą, cholerą, a np. na początku XX wieku „hiszpanką”), zatem dzisiejsza pandemia jest jak gdyby naturalnym (nomen omen) objawem natury. Niewykluczone, dodają niektórzy, że wykluwaniu (o ile to dobre słowo) kolejnych mutacji koronawirusa sprzyja współcześnie postępujące ocieplenie klimatu. Możliwe, da się słyszeć też niekiedy takie głosy, iż gazy cieplarniane uwalniają (i uwalniać będą dalej) zamrożone przed laty bakterie i wirusy, przyczyny niegdysiejszych (odnotowanych w historii, albo i nie) straszliwych epidemii. Zatem koronawirusy obecnie mutują, siejąc grozę. Będzie tak do dni, aż ludzkość się nie opamięta. Na co trudno liczyć.

Obie hipotezy są swoistym zaczynem fermentu, z którego rodzą się kolejne teorie. I następne. Niekiedy zaiste zatrważające. Wystarczy sięgnąć do Internetu, a włosy jeżą się na głowie. Zwolennicy obu stron zarzucają sobie nawzajem uleganie teoriom spiskowym, co wywołuje dodatkowe emocje. Często sięgające, jak to się mawia, zenitu. Ano, chociażby z tego powodu, że strony gorliwie prezentują swoje (rzecz jasna stanowczo nazywane: naukowymi) wersje wydarzeń, aby nie tylko postawić na swoim, ale by zgnębić i ośmieszyć przeciwników. I działa to w obie strony.

Skąd, tak ogólnie biorąc, są teorie spiskowe? Nie podejmuję się odpowiedzieć, niemniej przyglądając się historii trudno nie zauważyć, że wskutek działań (poniekąd z definicji) skrytych i niejawnych upadały trony, wybuchały rebelie, wojny i rewolucje, dokonywano królobójstwa (z dekapitacją władcy, czym szczyci się np. Francja), rodziły się złowieszcze koalicje polityczne i układy interesów windujące w XX wieku Stalina czy Hitlera. A gdy spojrzymy bliżej na nasze dzieje, chociażby od czwartej dekady XX wieku? Wielu jeszcze pamięta okresy „błędów i wypaczeń”, samokrytyk i samooczyszczania, lata walki o wpływy przeróżnych frakcji władzy (np. Puławianie i Natolińczycy), spory np. „twardogłowych” z „liberałami” .  Mniej więcej przez cały okres PRL. Nie były to aby spiski? Skoro nie spiski, to co, jeśli wolno zapytać?

Jestem bardzo ciekaw, dokąd rozpędzą się obie wspomniane hipotezy pochodzenia SARS-CoV-2. A może to, co dzisiaj wydaje się absurdalne, jutro okaże się prawdziwe? Tyle, że warto pamiętać, że zrelatywizowało nam się współcześnie pojęcie prawdy. I nie chodzi o to, że po wielowiekowych sporach filozofów nie zbliżyliśmy się do zgodnego jej rozumienia, lecz o to, że zaniechano jej poszukiwania, bo podważono jej istnienie.  Dziś, powiada się, każdy według swego uznania ma prawo (obowiązek?) uznawać, co jest prawdziwe, a co nieprawdziwe. Co więcej, wielu dziś wskazuje, że żyjemy w czasach postprawdy, zatem nie fakty się liczą, ale nasze przekonania, emocje i sympatie. Wszystko wskazuje na to, że długo jeszcze  pozostaniemy w ogniu wykluczających się hipotez. Do końca życia, przynajmniej mojego pokolenia.     

Przyczyną takiego stanu jest między innymi  brak prawdziwego sporu. Miejsce konfliktu intelektualnego zajął chaos emocjonalny. Teraz, w epoce upadku autorytetów i ofensywy tzw. mediów społecznościowych, mędrców zastąpili mędrkowie. Kłopot w tym, że o ile pierwsi byli nieliczni, ale autentyczni, to drugich jest, jak to się mówiło w mojej młodości, od metra. Ekscytują swoim ekshibicjonizmem. Także umysłowym. Każdy ma rację i nie zamierza tego ukrywać. Wręcz przeciwnie. Głosi ją wszem, wobec i każdemu z osobna. I rzeczywiście, napisać dziś, że trzy razy trzy jest dziewięć, to skazać się na milczenie. Przecież to wiedzą dzieci. Jednak podać, że wynik tego mnożenia to jedenaście, wzbudzi ekscytację. Można nie tylko znaleźć licznych fanów (nawet setki tysiące lajków), ale także trafić do programu telewizyjnego na jakieś śniadanie mistrzów, gdyż jest to wynik (uwaga, uwaga) kontrowersyjny. Toteż szybko pojawią się osobnicy, którzy będą powoływać się na wybitnych uczonych (zapewne również starożytnych), którzy uznają, że iloczyn to wcale nie „jedenaście”, lecz absolutnie „dziesięć”, choć niemałe będzie grono twierdzących, że ponad wszelką wątpliwość to „trzynaście”.  A jeżeli rzecz dotyczy humanistyki czy prawa, to może wyjść zarówno „trzydzieści trzy”, jak i „ – osiem”. Ten ironiczny wywód oddaje istotę tego procesu ogłupiania, którego jesteśmy świadkami (uczestnikami?).

A propos lajkujących. Ostatnio ktoś udostępnił mi na FB post po tak zwanym proteście przedsiębiorców, gdzie o Polakach napisano, że są wrednym narodem. I drugi post z potrzaskanym naszym godłem. Kabotynizm. Z jakichś powodów moi znajomi uznali, że jestem dobrym odbiorcą tej nikczemności i chamstwa.  Już kilka razy prosiłem o wykreślenie mnie z grona, tych pożal się Boże, znajomych. Ale bezskutecznie. Więc musiałem sam powiedzieć im „adieu” i obawiam się, nie jest to moje ostanie słowo.

„ Przyjaciół nikt nie będzie mi wybierał, wrogów poszukam sobie sam”–  śpiewał na festiwalu w 1981 roku Andrzej Garczarek. I tego stanowczo się trzymam.

Proszę to mieć na uwadze…

Grzegorz Wacławik

Lepiej z mądrym zgubić niż z głupim znaleźć

Przysłowie